Asus
Kolejny leniwy dzień spędzałem jak zwykle przed szałasem, puszczając dymne chmurki z palonej fajki i patrząc, jak lecą w górę by połączyć się z wielkimi białymi chmurami pełznącymi jak ślimaki po błękitnym niebie. Zażywałem odpoczynku, na który w pełni zasłuzyłem po ostatniej wizycie etnologów. Ci biali zawsze są tacy sami – jak nie misjonaże to ichniejsi naukowcy – męczący, marudni i trzeba im jeszcze odstawiać zawsze taką sama szopkę. Latać po lesie, drzeć się na całe gardło i generalnie udawać dzikusa.
Więc teraz, pykając fajkę, powoli totalnie odpływałem wspominając ostatni sing-sing, gdy nagle z zarośli od strony wioski wyłonił się wódz Dwie Długie Świnie we własnej, brodatej i ozdobionej olbrzymią ilością piór, osobie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyż często przychodził zasięgnąć rady, zapytać o zdanie duchy przodków czy po prostu zapalić fajkę i pogawędzić o ostatnich wojnach. Tym razem jednak miało być inaczej, gdyż zaraz za nim z chaszczy wyłoniło się trzech białych. Spoceni jak świnie nad ogniem, w tych swoich śmiesznych, zupełnie niepotrzebnych ubraniach, obładowani jakby szli na sing-sing, a nie w dżunglę, wyglądali zabawniej niż nasz wioskowy głupek.
Już chciałem wybuchnąć śmiechem, ale zachowałem archetypową minę starego szamana – w końcu, jeśli idą do mnie biali, to albo nawracać, albo badać. A na takich najlepiej działa zachowanie konwencji szalonego dzikusa.
Każdy się jednak czasami myli, nawet taki stary wyga jak ja. Biali bowiem przynieśli dobry tytoń, miód, owoce. Czekali, aż wódz przedstawi ich, a potem zasiedli wokół ognia, w oczekiwaniu na to aż zacznę jeść i zaproszę ich do posiłku. Zdziwiło mnie to ich dobre wychowanie, bo mało który przybysz zza lasu zna i szanuje nasze obyczaje. Gdy już podjadłem nieco, a moi goście nadal się nie odzywali, zapytałem, kim są i po co, na wszystkie duchy, leźli tak daleko by mnie odnaleźć.
„Jesteśmy szamanami” – usłyszałem w odpowiedzi. Mało mnie te słowa o zawał nie przyprawiły. Mają mnie – pomyślałem – jeśli biali szamani działają jak biali misjonarze, to będą chcieli posiąść moją mana. Spiąłem się i przygotowałem do obrony – przynajmniej sprzedam ją drogo. Jednak moi „goście” widząc to zaczęli jeden przez drugiego zapewniać, że nie mają złych zamiarów, że są nastawieni pokojowo, że chcą jedynie się uczyć. Gdy uspokoiłem się nieco widząc szczerość wypisaną na ich twarzach, zauważyłem kątem oka jak wódz Dwie Długie Świnie powoli odkłada swojego wiernego kałacha. Uśmiechnąłem się w duchu – długie godziny spędzone na paleniu fajki i rozmowach nie poszły na marne.
Gdy już emocje opadły a moje duchy nie podnosiły alarmu, zapytałem co im strzeliło do tych białych łbów, jaki złośliwy duch powiedział im, że w ogóle będę miał ochotę wziąć ucznia i to na dodatek jakiegoś cudzoziemca spoza lasu?

Pierwszy rzekł: „Wielka jest twoja wiedza szamanie, potrafisz uzdrawiać, przewidywać przyszłość, zaglądać w przeszłość. Podziel się z nami tą wiedzą, ludzie Zachodu bardzo jej potrzebują, by być zdrowymi, silnymi i żyć w zgodzie z naturą.”
Odpowiedziałem na to: „A co mnie obchodzą wasze plemiona.”
Drugi rzekł: „Wielki szamanie, twoje plemię jest coraz mniej liczne, nie masz kogo uczyć, jeszcze kilka lat a zostaniesz sam, duchy twojego plemienia, duchy waszych przodków zostaną zapomniane. Podziel się z nami swoją wiedzą, byśmy mogli korzystać z mocy tych duchów.”
Odpowiedziałem na to: „Duchom to zwisa i powiewa.”
Trzeci rzekł: „Wielki szamanie, jesteś już stary, powinieneś mieć kogoś, kto rozgrzeje ci bęben, kto będzie doglądał twoich świń, kto przekopie twój ogród i zadba, by ogień nie gasł.”
Nic nie odpowiedziałem.
Po długiej chwili milczenia powiedziałem: „Jeśli już miałbym uczyć, to tylko jednego z was. Duchy plemienia zgadzają się zawsze tylko na jednego ucznia. Którego z was mam nauczać?”
Zmieszali się bardzo, widać nie spodziewali się takiej odpowiedzi. Ale co ja poradzę, że duchy mojego plemienia są tradycjonalistami i pomysł „szkoły szamanów” wywołuje u nich pusty śmiech.
Pierwszy rzekł: „Ja potrzebuje twojej wiedzy, żeby pomagać ludziom, uzdrawiać ich, pomóc mieszkańcom Zachodu na powrót zjednoczyć się z naturą. Jestem dobrym człowiekiem, nie krzywdzę nikogo, chcę nieść przesłanie Wielkiego Ducha wszystkim białym, by na powrót stworzyli wielkie, szczęśliwe, żyjące w harmonii z przyrodą plemię”
No myślałem, że się zacznę turlać po ziemi ze śmiechu, ale resztką sił starłem szyderczy uśmiech z twarzy i odpowiedziałem na to: „Ogarnij się człowieku. Mówiłem ci, że nie obchodzą mnie wasze białe plemiona, nie znam waszego Wielkiego Ducha ani jego przesłania. A nawet gdybym znał, to co mi po duchu białych.”
Drugi na to rzekł: „Nauczaj mnie, nauczaj jak czerpać moc z twoich przodków, a będę ich czcił i pamięć o nich nigdy nie zaginie.”
Następny mądry. Z nimi to zawsze tak samo – przyjeżdżają, udają, że wszystkie rozumy pozjadali, a głupoty takie wygadują, że głowa mała.
Popukałem się tylko w czoło i rzekłem: „Oj durny ty, oj durny. A co to, twoi przodkowie? Swoich nie masz? A może się wstydzą twojego głupiego gadania? Nie. Chcecie nam zabrać wszystko, nawet naszych przodków? Nigdy!”
Fakt, uniosłem się trochę, no ale facet wyprowadził mnie z równowagi. Już miałem pogonić ich na cztery wiatry i zająć się czymś produktywnym, a nie gadaniem po próżnicy, ale postanowiłem nie zmarnować okazji do pokazania wodzowi, jacy to biali są durni.
Zapytałem, więc trzeciego: „A ty? Czemu ciebie miałbym uczyć?”
Odpowiedział na to: „Zapytaj duchów, one wiedzą, czemu to mnie powinieneś uczyć.”
To nie była odpowiedź białego, biali tak nie mówią. Spojrzałem mu głęboko w oczy i zobaczyłem coś, co kazało mi zadać jeszcze jedno, krótkie pytanie.
Rzuciłem krótko: „Skąd wiesz?”
Długo milczał, wciąż patrząc mi głęboko w oczy. Wreszcie odpowiedział, powoli, cedząc każde słowo: „Same mi powiedziały.”
Wybuchnąłem gromkim śmiechem, który poniósł się echem po lesie. Śmiałem się szczerze, a razem ze mną śmiały się moje duchy.
Chyba oczywiste, którego przyjąłem na ucznia?
Grudzień 16th, 2009
Categories: Świat Podziemny . Author: Asus . Comments: 4 Comments